Film potrafi zmienić mapę turystyczną świata. Jak kino wpływa na nasze podróże?
31.08.2026
Film potrafi zmienić mapę turystyczną świata. Jak kino wpływa na nasze podróże?

fot. AI
Jeszcze kilka lat temu wybierając wakacyjny kierunek, najczęściej zwracaliśmy uwagę na pogodę, plaże, zabytki i ceny. Dziś inspiracją może być także film albo serial.
Wystarczy kilka charakterystycznych ujęć miasta, zamku czy niezwykłego krajobrazu, aby miejsce pojawiło się na turystycznej mapie milionów widzów. Tak działa turystyka filmowa, określana również jako screen tourism czy set-jetting. To podróżowanie do miejsc, które poznaliśmy wcześniej dzięki filmom i serialom.
I choć brzmi to jak ciekawostka, dane pokazują, że ekran może mieć realny wpływ na decyzje turystów.
Film może być skuteczniejszy niż tradycyjna reklama
Folder turystyczny pokazuje nam piękny krajobraz. Film robi coś więcej – osadza go w historii.
Widz nie ogląda wyłącznie ulicy, plaży czy zamku. Poznaje bohaterów, przeżywa razem z nimi emocje, a miejsce staje się częścią opowieści. Po zakończeniu filmu może pojawić się bardzo prosta myśl: „Chcę zobaczyć to na własne oczy”.
Szkocja. Kiedy serial staje się przewodnikiem
Jednym z najlepszych przykładów jest Szkocja.
Kraj wykorzystuje zainteresowanie produkcjami takimi jak „Outlander”, „Harry Potter” czy „Braveheart”. Dla wielu widzów nie są one już tylko filmami i serialami. Stały się punktem wyjścia do poznawania szkockich krajobrazów, zamków i historii.
Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie „Outlandera”. Serial zadebiutował w 2014 roku, a jego popularność przełożyła się na zainteresowanie miejscami wykorzystywanymi podczas zdjęć.
Według VisitScotland niektóre z tych atrakcji w ciągu dekady odnotowały bardzo duży wzrost liczby odwiedzających. Blackness Castle, który pojawił się w pierwszym sezonie serialu, zanotował wzrost liczby odwiedzających o 367 proc. między 2014 a 2024 rokiem.
Skala całego zjawiska jest jeszcze większa. W 2023 roku Szkocję odwiedziło 1,14 mln nocujących turystów zainteresowanych turystyką ekranową, a wydatki związane z aktywnościami tego typu wyniosły 161,4 mln funtów.
Dubrownik zyskał drugie życie jako Królewska Przystań
Podobny efekt można było zaobserwować w Chorwacji.
Dubrownik od dawna był popularnym kierunkiem turystycznym. Jego średniowieczna architektura, mury miejskie i położenie nad Adriatykiem przyciągały podróżnych na długo przed pojawieniem się „Gry o tron”.
Serial nadał jednak miastu dodatkową tożsamość. Dubrownik stał się ekranową Królewską Przystanią, a fani produkcji zaczęli przyjeżdżać, aby zobaczyć miejsca znane z kolejnych scen.
Wpływ „Gry o tron” na turystykę w Dubrowniku analizowali również naukowcy. Badanie opublikowane w International Journal of Tourism Research wykazało pozytywny wpływ serialu na liczbę przyjazdów turystycznych do miasta.
Filmowa popularność ma jednak swoją cenę. Dubrownik już wcześniej zmagał się z dużą koncentracją ruchu turystycznego w sezonie, a popularność „Gry o tron” dodatkowo zwiększała zainteresowanie miastem.
To ważna lekcja: ekran może być dla miejscowości ogromną szansą, ale jednocześnie wymaga dobrego zarządzania ruchem turystycznym.
Nowa Zelandia i prawdziwe Śródziemie
Jeszcze bardziej spektakularny przykład znajdziemy w Nowej Zelandii.
To właśnie tam kręcono dużą część zdjęć do trylogii „Władca Pierścieni” oraz filmów z serii „Hobbit”. Charakterystyczne krajobrazy kraju zostały na trwałe połączone w świadomości widzów ze Śródziemiem.

fot. Pixabay
Według danych nowozelandzkiego Ministerstwa Biznesu, Innowacji i Zatrudnienia 16 proc. zagranicznych turystów odwiedzających Nową Zelandię w 2015 roku – czyli ponad 500 tys. osób – wskazało trylogię „Hobbit” jako początkowy powód rozważania podróży do tego kraju. Ich wydatki oszacowano na prawie 2 mld dolarów nowozelandzkich.
Powstała także atrakcja, która bez filmów prawdopodobnie nigdy nie znalazłaby się na turystycznej mapie. Hobbiton, czyli filmowa wioska hobbitów, został przekształcony w samodzielną atrakcję turystyczną.
To doskonały przykład tego, jak kino może nie tylko wypromować istniejące miejsce, ale wręcz stworzyć nowy produkt turystyczny.
Turysta nie chce już tylko zwiedzać. Chce wejść do filmu
Turystyka filmowa zmieniła także sposób zwiedzania.
Dla części podróżnych nie wystarczy już zobaczyć najważniejszych zabytków miasta. Chcą znaleźć konkretną ulicę, zamek, kawiarnię czy punkt widokowy, który wcześniej zobaczyli na ekranie.
W Szkocji turyści inspirowani filmami, serialami i literaturą częściej odwiedzają obiekty historyczne. Według VisitScotland podczas podróży 78 proc. takich osób odwiedza zamki, 65 proc. katedry, a 62 proc. rezydencje historyczne.
Podróż staje się więc przedłużeniem historii poznanej na ekranie.
Film może przyciągać turystów przez wiele lat
Co ciekawe, wpływ produkcji nie kończy się wraz z napisami końcowymi.
W przypadku Szkocji VisitScotland podkreśla, że filmy i seriale mogą inspirować podróże wiele lat po premierze. Wśród produkcji wymienianych przez turystów nadal pojawiają się zarówno nowsze tytuły, jak „Outlander”, jak i znacznie starsze filmy, m.in. „Braveheart”.
To ważne z punktu widzenia turystyki. Dobry film może promować miejsce nie przez kilka miesięcy, ale przez wiele lat.
Nie każda filmowa lokalizacja jest dobrym miejscem na masową turystykę
Popularność ma jednak również drugą stronę.
Jeżeli niewielka miejscowość nagle staje się rozpoznawalna na całym świecie, może pojawić się problem z parkingami, transportem, ochroną zabytków czy nadmiernym tłokiem.
Dlatego coraz ważniejsze staje się odpowiedzialne zarządzanie turystyką filmową. Sukces nie powinien oznaczać wyłącznie jak największej liczby odwiedzających. Równie istotne jest zachowanie charakteru miejsca i ochrona jego dziedzictwa.
Netflix, kino i seriale tworzą nową mapę podróży
Dawniej turystyczne marzenia kreowały przede wszystkim przewodniki, katalogi biur podróży i programy telewizyjne. Dziś ogromną rolę odgrywają również filmy i platformy streamingowe.
Widz może w ciągu kilku godzin zobaczyć miejsce, o którym wcześniej nigdy nie słyszał. Jeśli historia go zainteresuje, kolejnym krokiem może być wyszukanie lokalizacji zdjęć, sprawdzenie połączeń lotniczych i zaplanowanie wyjazdu.
Właśnie dlatego kino i seriale stały się jednym z narzędzi promocji turystycznej. Nie muszą mówić widzowi: „odwiedź to miejsce”. Wystarczy, że sprawią, iż będzie chciał zobaczyć je jeszcze raz – tym razem na żywo.
Od ekranu do walizki
Film może sprawić, że zwykła ulica stanie się miejscem kultowym, zamek zacznie kojarzyć się z ulubionym bohaterem, a cały kraj zyska zupełnie nowy wizerunek.
Szkocja ma swoje „Outlander” i „Harry'ego Pottera”, Dubrownik – „Grę o tron”, a Nowa Zelandia – „Władcę Pierścieni” i „Hobbita”.
Granica między światem filmu a rzeczywistością coraz częściej zaciera się właśnie podczas podróży. Widz przestaje być tylko widzem. Kupuje bilet, pakuje walizkę i jedzie sprawdzić, czy miejsce znane z ekranu naprawdę wygląda tak, jak zapamiętał je z filmu.
I właśnie w ten sposób kino potrafi zmienić mapę turystyczną świata.


























































































































































































































































